piątek, 29 października 2010
Jak skrócić czas i ograniczyć koszty postępowań arbitrażowych
Międzynarodowy arbitraż handlowy jest obecnie przedmiotem krytyki ze strony środowisk biznesu. Podnosi się, iż postępowania arbitrażowe trwają zbyt długo i są zbyt drogie (zob. poniżej wpis z dnia 4 września). Aby wyjść naprzeciw głosom krytyki podjęto kilka inicjatyw mających na celu poprawienie efektywności arbitrażu. Jedną z nich jest raport opracowany przez Komisję Arbitrażową Międzynarodowej Izby Handlowej w Paryżu zatytułowany „Techniki kontroli czasu i kosztów w arbitrażu”. Innym przykładem jest deklaracja amerykańskiej kancelarii Debevoise & Plimpton pt. „Protokół Debevoise & Plimpton mający na celu wspieranie efektywności w międzynarodowym arbitrażu”. Oba te dokumenty opisują praktyki, których stosowanie ma zredukować koszty i skrócić czas postępowań arbitrażowych. Pierwszy z nich zawiera reguły dla arbitrów, stron i pełnomocników, drugi zaś jest jednostronnym oświadczeniem kancelarii odnośnie zasad, których zamierza ona przestrzegać w arbitrażu. Lista reguł i zasad opisanych w tych dokumentach jest długa. Poniżej przedstawiam kilka z nich.
Po pierwsze, wskazuje się, iż strony powinny wymagać od arbitrów informacji co do terminów, w których będą oni mogli zająć się sprawą. Należy też ustalić z arbitrami maksymalny czas od chwili zamknięcia rozprawy do wydania wyroku.
Po drugie, należy położyć nacisk na kwestię sprawnego zarządzania przebiegiem postępowania (case management). Wskazane jest, by sprawę zacząć od posiedzenia poświęconego kwestiom proceduralnym, w trakcie którego ustalony zostanie wstępny plan dalszego postępowania. Warto też rozważyć nadanie arbitrażowi przewodniczącemu uprawnienia do samodzielnego wydawania postanowień o charakterze proceduralnym.
Po trzecie, należy ograniczyć czas i koszty związane z przesłuchaniem świadków. W szczególności służą temu pisemne zeznania świadków (witness statements) oraz ograniczenie ilości świadków zeznających na temat tych samych okoliczności faktycznych.
Po czwarte, należy ograniczyć do niezbędnego minimum ilość rozpraw i w szerokim zakresie korzystać z telekonferencji i wideokonferencji.
Niezbyt liczne są publiczne wypowiedzi praktyków arbitrażu i przedsiębiorców dotyczące efektywności arbitrażu w Polsce. Brak też jest danych obrazujących rzeczywiste koszty i czas trwania krajowych postępowań arbitrażowych. Obserwacja praktyki skłania jednak do wniosku, iż sporo jeszcze można poprawić w zakresie efektywności postępowań arbitrażowych w Polsce, a stosowanie większości zasad opisanych w omawianych tu dokumentach jest wysoce wskazane.
środa, 13 października 2010
Jak prawnicy procesowi powinni mówić?
Odpowiedź na pytanie zawarte w tytule jest prosta. Powinni mówić tak jak Atticus Finch.
W uzupełnieniu wywiadu z prezesem Sądu Najwyższego USA na temat sztuki pisania poniżej link do wywiadu, w którym dzieli on się uwagami na temat przemawiania przed sądem.
W wywiadzie tym zastanawiający jest nacisk jaki sędzia Roberts kładzie na kwestię odpowiedzi udzielanych przez pełnomocników na pytania sędziów w trakcie rozprawy. Otóż w Polsce sądy bardzo rzadko pytają pełnomocników o kwestie istotne dla rozstrzygnięcia sprawy, rzadko też przedstawiają pełnomocnikom swój pogląd na sprawę. Sędziowie nie wykorzystują rozpraw do zadawania pełnomocnikom trudnych pytań i do pełnego wyjaśnienia sprawy. Pełnomocnicy zaś niejednokrotnie mogą się tylko domyślać, które kwestie i dowody sędziowie uważają za ważne. Jak celnie ujął to jeden z autorów, w polskich sądach dominuje model sędziego-sfinksa, którego myśli nie można odgadnąć aż do chwili ogłoszenia wyroku.
niedziela, 10 października 2010
Podpis pod sentencją wyroku sądu polubownego. Kilka uwag o wymogu, którego nie ma.
W zeszłym tygodniu pisałem z aprobatą o wyroku Sądu Najwyższego, w którym uznał on, iż naruszenie przepisów dotyczących postępowania przed sądem polubownym może stanowić naruszenie podstawowych zasad porządku prawnego RP. Tym razem kilka uwag do orzeczeń sądów, które również podzielały ten pogląd, choć zastosowały go w sposób oczywiście błędny.
W „Rzeczpospolitej” opisano sprawę, w której sąd rejonowy i sąd okręgowy odmówiły stwierdzenia wykonalności sądu polubownego. Powodem odmowy była okoliczność, iż podpisy arbitrów znalazły się nie pod sentencją wyroku, lecz pod jego uzasadnieniem.
Żaden z przepisów Kodeksu postępowania cywilnego nie przewiduje, iż arbitrzy muszą podpisać się pod sentencją wyroku. W tym zakresie ustawa przewiduje tylko, iż wyrok sądu polubownego musi być sporządzony na piśmie i podpisany przez arbitrów, którzy go wydali. Jest to więc regulacja odmienna od regulacji wyroków sądów państwowych, co do których KPC wyraźnie stanowi, iż sentencję wyroku podpisuje cały skład sądu. Już to wystarcza by uznać za błędne wskazane wyżej orzeczenia sądów.
Co więcej jednak, w przepisach dotyczących arbitrażu przewidziano, iż "wyrok sądu polubownego powinien zawierać motywy rozstrzygnięcia". Z takiego brzmienia ustawy można wnosić, iż motywy (uzasadnienie) stanowią integralną część wyroku sądu polubownego. W konsekwencji można przyjąć, iż podpisy powinny znajdować się pod całą treścią wyroku, co w praktyce oznacza, iż powinny one znaleźć się właśnie pod uzasadnieniem.
Orzeczenia sądu rejonowego i sądu okręgowego są wynikiem inwencji twórczej nakierowanej na wymyślanie nieistniejących uchybień o charakterze formalnym. Nie jest to praktyka odosobniona. Niestety, dosyć często sądy same konstruują wymogi, które mają nikłe lub żadne oparcie w ustawie, a następnie na tej podstawie odmawiają uwzględnienia zasadnych wniosków stron.
niedziela, 3 października 2010
Jak prawnicy procesowi powinni pisać?
W sprawach gospodarczych i w arbitrażu pisma procesowe są podstawową formą komunikacji pełnomocników ze składem orzekającym oraz ze stroną przeciwną. Niestety, styl większości pism pisanych przez prawników jest fatalny. Pisma procesowe są często chaotyczne, rozwlekłe i trudne do zrozumienia. Jednym z powodów takiej sytuacji jest okoliczność, iż w trakcie studiów prawniczych pisze się bardzo mało i nie przykłada się większej wagi do nauki pisania. Zupełnie inaczej jest w Stanach Zjednoczonych. Tam studenci prawa w trakcie studiów piszą dziesiątki esejów, opinii, umów itp. "Legal writing" jest jednym z przedmiotów nauczanych w szkołach prawniczych. Zachęcam do obejrzenia filmu, w którym prezes Sądu Najwyższego USA, John Roberts dzieli się swoimi uwagami na temat tego jak prawnicy powinni pisać. Porady te bez wątpienia przydadzą się nie tylko amerykańskim prawnikom.
piątek, 1 października 2010
Brak bezstronności arbitra podstawą uchylenia wyroku sądu arbitrażowego
Niedawno opisano w prasie wyrok Sądu Najwyższego dotyczący uchylenia wyroku sądu polubownego ("Spór o pałac w Konstancinie obnażył słabość arbitrażu", Rzeczpospolita z 13 września, sygn. akt I CSK 535/09). Orzeczenie to zasługuje na uwagę, gdyż po raz pierwszy SN wyraźnie uznał, iż wyrok sądu polubownego może być uchylony z uwagi na sprzeczność z podstawowymi zasadami porządku prawnego RP wyłącznie na tej podstawie, iż naruszono przepisy dotyczące postępowania.
Jeden z arbitrów orzekających w składzie sądu polubownego nie był bezstronny. Okazało się, iż był on znajomym powoda, jako adwokat prowadził ponadto sprawy żony powoda i prowadził sprawy spółki, której prezesem zarządu był powód. Zdaniem SN brak bezstronności arbitra skutkuje tym, że wyrok jest sprzeczny z zasadami porządku publicznego. Co istotne, SN uznał, iż stronniczość arbitra jest wystarczającą podstawą do uchylenia wyroku sądu polubownego, niezależnie od treści tego wyroku. Zdaniem SN zbędne jest w takim wypadku badanie, czy wyrok sądu polubownego narusza prawo materialne. Dotychczas przeważało odmienne stanowisko. Przyjmowano bowiem, iż uchybienie porządkowi publicznemu powinno dotyczyć treści orzeczenia, a nie np. przepisów dotyczących składu sądu polubownego lub przepisów o postępowaniu przed tym sądem.
Stanowisko SN jest słuszne. Można oczywiście SN postawić zarzut, iż rozszerza on zakres ingerencji sądów państwowych w orzecznictwo sądów polubownych i pozwala na uchylenie nawet tych wyroków, których treść jest zgodna z prawem. Uważam jednak, iż sądy państwowe powinny stać na straży podstawowych zasad prawnych, w tym podstawowych zasad proceduralnych. Nie powinny one tolerować naruszenia prawa do rzetelnego i uczciwego procesu, nawet jeżeli wyrokowi sądu polubownego nie można zarzucić niezgodności z prawem materialnym. Strony nie po to zapisują się na arbitraż, by ograniczyć sobie możliwość uczciwego rozstrzygnięcia sporów między nimi, lecz po to by móc w sposób kompetentny, sprawny i sprawiedliwy spory te rozstrzygać. Uznanie, iż sądy polubowne mogą bezkarnie naruszać podstawowe normy proceduralne, o ile tylko treść wydanych przez nich wyroków odpowiada prawu, stanowiłoby dla uczestników obrotu ważny argument za tym, by sporów nie poddawać pod rozstrzygnięcie przez sądy polubowne. W ostatecznym rozrachunku stanowisko SN powinno więc wyjść na dobre arbitrażowi w Polsce.
sobota, 25 września 2010
Dlaczego w Polsce procesy ciągną się latami?
Czas trwania procesów w sprawach cywilnych w Polsce jest przedmiotem powszechnej krytyki. Wśród przyczyn przewlekłości postępowań wymienia się skomplikowanie procedury cywilne, przeciążenie sędziów pracą, braki kadrowe etc. Oprócz tych przyczyn istnieje jeszcze jeden istotny czynnik wpływający na fakt, iż Polska zajmuje od lat najniższe miejsca w rankingach porównujących czas postępowań sądowych. Tym czynnikiem jest zła praktyka sądowa, która nie wynika z przepisów prawa, i która nie może być usprawiedliwiana niedofinansowaniem wymiaru sprawiedliwości.
Odraczanie rozpraw
Po pierwsze, zamiast koncentrować przeprowadzanie dowodów na jednej rozprawie, wielu sędziów działa w ten sposób, iż sprawę rozpatruje na kilku posiedzeniach oddalonych od siebie o kilka miesięcy. Przykładowa sprawa wygląda więc tak. Powód składa pozew. Po 6 miesiącach od złożenia pozwu sąd wyznacza termin pierwszej rozprawy. Na pierwszą rozprawę sąd nie wzywa nikogo z zawnioskowanych świadków, lub też wzywa 2 z 10 świadków, o których przesłuchanie wniosły strony. Na kolejną rozprawę, za 3-4 miesiące sąd wzywa kolejnych dwóch świadków itd. Każda z tych rozpraw trwać będzie maksymalnie półtorej godziny. Jeżeli do tego jeszcze któryś świadek się nie zjawi na terminie rozprawy, nietrudno zrozumieć dlaczego sprawa będzie ciągnąć się przez dwa lata przed sądem pierwszej instancji. Praktyka ta jest powszechna, a wniosek pełnomocnika, by na kolejny termin wezwać wszystkich świadków i przeznaczyć np. osiem godzin na rozpoznanie sprawy rzadko spotyka się ze zrozumieniem sądu. Należy zaznaczyć, iż takie działanie sądu jest sprzeczne z przepisem Kodeksu postępowania cywilnego, zgodnie z którym sąd powinien przeciwdziałać przewlekaniu postępowania i dążyć do tego, aby rozstrzygnięcie nastąpiło na pierwszym posiedzeniu, jeżeli jest to możliwe bez szkody dla wyjaśnienia sprawy. Tylko, że takimi "miękkimi" przepisami mało kto się przejmuje. I tak nie ma żadnej sankcji za ich naruszenie.
Brak analizy
Po drugie, sądy rzadko na początkowym etapie rozpoznania sprawy dokonują rzetelnej analizy prawnej. W konsekwencji nie ustalają jakie kwestie prawne wymagają rozstrzygnięcia, by wydać wyrok, a które kwestie są nieistotne dla sprawy. Skutkiem tego sędziowie nie zarządzają sprawami w efektywny sposób. Podstawowym przejawem tych zaniechań jest dopuszczanie dowodów zgłaszanych przez strony, nawet jeżeli nie mają one znaczenia dla rozstrzygnięcia sprawy. Przykładowo, powód na jedno ze swoich twierdzeń powołuje dowód z przesłuchania trzech świadków. Pozwany przeczy temu twierdzeniu, ale jednocześnie wskazuje, iż nawet jeżeli powód zdoła w ten sposób udowodnić swoje twierdzenie, to jest to nieistotne, gdyż powództwo i tak powinno być oddalone z uwagi na taki, a taki argument. Sąd dopuszcza dowód ze świadków nie analizując tego argumentu. Podobnie jak praktyka bezzasadnego odraczania rozpraw, również i ta praktyka jest sprzeczna z prawem, w szczególności z przepisem, który stanowi, iż przedmiotem dowodu są tylko fakty, które mają istotne znaczenie dla sprawy.
Podsumowanie
Oba powyższe problemy nakładają się na siebie i wzmacniają swoje negatywne efekty. Mniejszym problem byłoby przesłuchiwanie świadków, którzy zeznają na temat faktów nieistotnych dla sprawy, gdyby tylko przesłuchanie ich odbyło się szybko i sprawnie. Gorzej, gdy przesłuchanie to zajmuje cały rok, bo odbywa się na pięciu rozprawach.
Nagminne odraczanie rozpraw w połączeniu z zaniechaniem analizy prawnej sprawy na początku procesu prowadzi nie tylko do wydłużania okresu między złożeniem pozwu i wyrokiem. Skutkiem tych praktyk jest również znaczne wydłużenie czasu i zwiększenie kosztów, które zarówno sąd (państwo) jak i strony muszą ponieść w ramach danego postępowania. Niełatwo jest zmienić utrwalone praktyki, ale jest to konieczne. W przeciwnym razie żadna nowelizacja przepisów Kodeksu postępowania cywilnego, ani nawet uchwalenie nowego kodeksu niczego w zakresie czasu trwania postępowań w Polsce nie poprawi.
sobota, 4 września 2010
Wyrok sądu arbitrażowego w sprawie DPTG przeciwko TP S.A.
3 września sąd arbitrażowy w Wiedniu wydał wyrok częściowy w sprawie z powództwa duńskiej spółki DPTG przeciwko TP S.A. Sąd nakazał TP S.A. zapłatę 1,568 mld zł. Spór dotyczył opłat, które TP S.A. miała płacić na rzecz duńskiej spółki za korzystanie z wybudowanej przez Duńczyków sieci światłowodowej.
Sprawa ta została opisana w raporcie bieżącym TP S.A. oraz w głównych dziennikach: Rzeczpospolita i Gazeta Wyborcza.
Nie ma więc potrzeby, by przytaczać ponownie fakty. Chciałbym tylko zwrócić uwagę na dwie kwestie dotyczące międzynarodowego arbitrażu w ogólności, które są widoczne w tej sprawie.
Pierwszą kwestią jest czas postępowania arbitrażowego. Sprawa została wszczęta w 2001, więc toczyła się przez 9 lat. Dodajmy, że wydano wyrok częściowy, rozstrzygający rozliczenia stron za lata 1994-2004. Roszczenia za lata 2004-2009 będą przedmiotem odrębnego wyroku. Całościowe rozstrzygnięcie sporu może więc trwać 10 lat lub dłużej. 9 lat na wydanie wyroku jest okresem bardzo długim (niestety żadne z powyższych źródeł nie wyjaśnia przyczyn tak długiego rozpoznawania tej sprawy). Długotrwałe postępowania nie są jednak niczym nadzwyczajnym w międzynarodowym arbitrażu. Z tego powodu arbitraż znajduje się coraz częściej w ogniu krytyki ze strony środowisk biznesu (por. tekst Andrew Clarke z Corporate Counsel International Arbitration Group, tekst Lucy Reed z Freshfields. Menedżerowie oczekują szybkiego, sprawnego i efektywnego rozwiązywania sporów, a arbitraż często oczekiwania te zawodzi. Toczenie sporu przez prawie dekadę może być uznane za porażkę arbitrażu.
Drugą kwestią są postępowania sądowe po wydaniu wyroku przez sąd arbitrażowy. „Rzeczpospolita” przytacza wypowiedź prezesa zarządu TP S.A.: „będziemy analizować dzisiejszą decyzję punkt po punkcie i jesteśmy zdeterminowani do wykorzystania wszystkich środków prawnych, aby bronić interesów spółki i jej akcjonariuszy”. TP S.A. najprawdopodobniej więc wniesie skargę o uchylenie tego wyroku do sądu austriackiego. Ponadto, DGTP będzie zmuszona toczyć spór o stwierdzenie wykonalności tego wyroku przed sądami w Polsce. Oznacza to, iż spór przeniesie się z sądu polubownego do sądów państwowych. Sprawy takie również mogą toczyć się latami, czego przykładem był spór dotyczący udziałów w PTC, operatora sieci ERA. To dodatkowo uderza w mit arbitrażu jako szybkiej i sprawnej metody rozwiązywania sporów. Między bajki można też włożyć twierdzenia, iż poważne firmy respektują dobrowolnie wyroki sądów polubownych i tylko w nadzwyczajnych przypadkach bronią się jeszcze w sądach państwowych. Świat pewnie byłby lepszy, gdyby strony na serio traktowały zapisy umowy mówiące o tym, iż wyrok sądu arbitrażowego będzie dla nich wiążący i ostatecznie rozstrzyga spór między nimi. W rzeczywistości jednak nierozsądnym byłoby oczekiwać, iż strona przegrywająca wielomilionowy spór nie skorzysta z przysługujących jej środków obrony.
Sprawa ta zdaje się więc być dobrą ilustracją problemów, które dotykają międzynarodowy arbitraż handlowy. W najbliższym czasie napiszę o środkach, jakie proponuje się zastosować, by usprawnić postępowania arbitrażowe i skrócić czas rozwiązywania sporów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)